Nie wstydź się swego wyglądu!

Przez krótki czas na tej Ziemi, twoje ciało jest twoim domem. A swój dom możesz udekorować w dowolnym stylu, to twoje niezaprzeczalne prawo. Ale co sądzisz o człowieku, który po jednym spojrzeniu na cudzy dom powie “co za ohyda”?

Wszystkie spotkałyśmy ludzi, które osądzają innych na podstawie wyglądu, biżuterii, tatuaży, piercingu. Nagle decyzja, by zrobić sobie irokeza, oznacza w oczach innych że jesteś „przestępcą” czy chuliganem. Oczywiście, możesz powiedzieć sobie – ignoruję to. Z faktu, że ktoś nosi irokeza nic jeszcze nie wynika, ale powiedzmy sobie szczerze, kto nie ocenia ludzi na od pierwszego spojrzenia?

Na przykład! Znam wiele kobiet w moim wieku (około trzydziestki), które dopiero teraz zdecydowały się na zrobienie sobie tatuażu. Ja osobiście nie uważam, by stałe oszpecenie sobie ciała było czymś rozsądnym, myślę że po roku tatuaż by mi się znudził… ale uważam, że kobieta ma prawo do ozdabiania się jak chce, czy to tatuaże, czy irokez, czy kiepska biżuteria. To jej życie, jej decyzja, a mi nic do tego. Podobnie, widzę dużo dziewczyn z kolczykiem w nosie – mi osobiście kojarzy się to z krową na uwięzi, ale to ich nosy, pępki czy języki – i ich ciało.

Może zrobiłam się stara, i widzę nietypowe fryzury, dziwne kolory, niezwykły makijaż, dziwne ciuchy – skórzana kurtka narzucona na bawełnianą sukienkę w kwiatki, czy dżinsy-ogrodniczki w połączeniu z koronkową bluzką. Ale przecież to tylko moja opinia – tylko ja mogę uważać, że to dziwne. Na tej planecie żyje prawie 10 miliardów ludzi, większość będzie zupełnie odmienna ode mnie. Może te dzieciaki chcą wyróżniać się z tłumu? Dlaczego myślę o nich gorzej? Przecież ta dziewczyna z purpurowym irokezem może być zdolną poetką, a facet pokryty tatuażami może być ojcem rodziny i dziennikarzem?

Kiedy jeszcze pracowałam w TVP, stykałam się z wieloma… cóż, dziś może byśmy powiedzieli “celebrytkami”. No, stykałam się to dużo powiedziane, czasem kazały mi podejść i coś przynieść. Ale generalnie znałam pewną znaną dziennikarkę, wtedy miała prawie pięćdziesiątkę, i do pracy chodziła w obcisłych dżinsach, butach na bezczelnie wysokim obcasie, i przezroczystej bluzce.

Zawsze plotkowałyśmy że jest za stara, powinna nosić proste, tanie sukienki… tylko że niezależnie od wieku, wyglądała niesamowicie, i faceci młodsi od nas ślinili się na jej widok. Dziś ja powoli zbliżam się do wieku tej pani wówczas (a ona cóż, nadal jest szałowa), i zaczynam uważać, że ja też mam prawo nosić krótką spódniczkę. A jeśli jakieś małolaty zaczną plotkować, że ja jestem za stara… cóż, niech idą na szczaw, nie mają prawa mnie osądzać! Owszem, ważny jest dla mnie wygląd – ale równie ważne jest moje samopoczucie.